Zła pogoda = przemyślenia

Stolica dziś przytłacza mnie swoją ponurością. Deszcz, szum samochodów, tłum ludzi w autobusie, brak promieni słonecznych. Jesień jest piękna, ale tylko w momencie barwnych spadających liści i ogromnej dawki słońca ogrzewającego mój wiecznie marznący nos. Czuję się tutaj nijaka. Dziwne określenie, ale jednak jedyne, którego mogę tutaj użyć. Stos książek i notatek oraz słuchawki w uszach z głośną muzyką, aby tylko przetrwać kolejny dzień. Wśród znajomych zauważyłam, że przestali się realizować w sporcie, porzucili swoje pasje, a wszystko dlatego, że po prostu nadszedł w ich życiu taki czas, w którym im się nie chciało. Również należę do takich osób. Pamiętam, że jeszcze w gimnazjum miałam mnóstwo planów, mnóstwo pasji. Sama uczyłam się grać na pianinie, znajomy dawał mi lekcje gry gitarze, rodzice co tydzień wozili na zajęcia taneczne, robiłam zdjęcia lustrzanką koleżanki. Byłam w tym wszystkim dobra. Tak, byłam. Przez te kilka lat zapomniałam jak się to wszystko robi. Żałuję, że wtedy, będąc jeszcze dzieckiem przyjęłam strategię „nie chce mi się”. To był mój wybór. Przecież nikt mnie nie mógł zmusić do dodatkowych zajęć po szkole. Teraz zainteresowałam się pływaniem, to nigdy nie będą skalę zawodową, ale tak po prostu, dla siebie, dla swojego zdrowia i lepszego samopoczucia będę próbowała. Boję się wody, ale chcę pokonać ten strach. Oby mi się udało. Co ja piszę.. Musi się udać, bo ja tak łatwo się nie poddam.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj

image

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano | Skomentuj

Miłość czy przyzwyczajenie?

Ta przeklęta miłość… Najpierw wszystko jest pięknie, cudownie i idealnie. Po roku zaczynają się schody, odkrywamy w partnerze wady. Ale przecież, gdy kochamy drugą osobę to powinniśmy je akceptować, prawda? Ja tego nie wiem. Raz się śmieję z czegoś, co innym razem bardzo mnie denerwuje. Mój przypadek jest dość niezrozumiały. Dlaczego niezrozumiały? Bo ja sama siebie nie rozumiem, nie wiem czego chcę w życiu, jestem niezdecydowana, nie wiem co czuję. Miłość czy przyzwyczajenie? Oto jest pytanie… Od dłuższego czasu coraz częściej mam wrażenie, że to drugie. Niestety… Mówią, że gdy kobieta się nie złości to już jej nie zależy. Ja już bardzo rzadko czuję złość. Czasem jest mi po prostu przykro, ale najczęściej olewam wszystko, staje mi się to obojętne. Parszywe uczucie nie wiedzieć co się czuje. Coraz bardziej utwierdzam się w myśli, że nic nie wiem. Aczkolwiek nie wiem, czy na pewno nic nie wiem. Zbyt wiele myślę na ten temat. Boję się zranić najwspanialszą osobę w moim życiu, tą z którą tak wiele mnie łączy, tyle wspomnień, spędzonych chwil, śmiechu… W końcu powinnam podjąć jakąś decyzję, ale co jeśli nie okaże się właściwa? Czuję, że oboje będziemy cierpieć. Nie chcę go oszukiwać, a jestem pewna, że będzie się starał o mnie i walczył o ten związek. Tylko chyba ja już nie chcę walczyć, poddałam się. Gdybyśmy się rozstali… Z jednej strony boję się, że nikogo już tak nie pokocham. A z drugiej wiem, że lepiej będzie mu, że zasługuje na kobietę, która równie wspaniała jak on. Że będzie szczęśliwszy i przede wszystkim znajdzie kogoś, kto nie będzie miał tylu wątpliwości co ja. Gdybyśmy nadal byli razem… Czuję, że w tej sytuacji ja nie będę szczęśliwa, że będę się męczyła, że będę kłamała, że kocham, albo co chwila chciała się rozstać. Będę go bardzo ranić. Nie zasłużył na to. Kiedyś marzyłam, że to własnie z nim założę rodzinę i będziemy mieli gromadkę dzieci. Teraz gdzieś te  marzenia zanikły. Nie potrafię sobie tego wyobrazić. Bez względu na to jaką decyzję podejmę- zranię go. Cholernie mocno. I to mnie przeraża.

Wkładam słuchawki do uszu, włączam głośno muzykę i idę zjeść rzodkiewkę.

Opublikowano Bez kategorii | Otagowano , , , | 1 komentarz

Rodzicielska miłość

Miłość… Jedno słowo, tak wiele znaczeń. I nurtujące mnie pytania: czym jest miłość rodzicielska? Jak się objawia? Na codzień spotykam się z dwoma „rodzajami” tego uczucia. Pierwsze to, gdy jest się całym światem rodzica, który pracuje bardzo ciężko, aby nam było lepiej. Jest w stanie zrezygnować z ostatniej kostki czekolady lub łyżki sałatki jeśli tylko my wyrażamy chęć zjedzenia. Osoba ta jest przy nas o każdej porze dnia i nocy, martwi się, czeka, gdy długo nie wracamy do domu, ufa. Poświęca nam każdą wolną chwilę, przytula, mówi, że kocha. I mimo, że jest jej bardzo trudno, jest zmęczona, to i tak znajduje czas dla nas, potrafi pomóc i wesprzeć. Druga odmiana miłości, bolesna bardzo. Występuje, gdy rodzic zachowuje się całkiem odwrotnie do wcześniej przedstawionej sytuacji. Może i kocha, ale nie widać tego, nie okazuje tego. Bo co dobrego jest w mówieniu dziecku, że lepiej gdyby zginęło (na przykład, gdy wyjdzie cało z jakiejś niebezpiecznej sytuacji)? Gdzie tutaj jest miłość? Moim zdaniem nie ma. Miłością też nie jest podnoszenie ręki na całkiem bezbronną osobę. Osobę, która ufa rodzicowi, dla której rodzic powinien być przykładem, autorytetem. A później coraz częściej słyszymy o samobójstwach, o napadach, o bójkach, o tym, że dziecko nie przyznaje się do rodziców, że wstydzi się ich, że wyrasta z tej małej osóbki morderca, gwałciciel, pedofil. Uważam, że to kim w dorosłym życiu stanie się młoda osoba w dużej mierze zależy od wychowania, atmosfery w domu. Najczęściej ranią nas i robią krzywdę najbliższe osoby. A przecież to boli najbardziej… Więc dlaczego zamiast usłyszeć „kocham Cię ” jesteś moim największym szczęściem ” dzieci słyszą, że do niczego się nie nadają, że nim w życiu nie osiągną, są poniżane i bite?

Opublikowano Bez kategorii | 1 komentarz

Mały wielki powrót

Coś o mnie? Nieśmiała studentka, która po kilku latach przerwy postanowiła spróbować wrócić do pisania bloga. Impuls. Będę pisała o wszystkim i o niczym, o tych dobrych chwilach i tych złych, o życiu, miłości…. Mam nadzieję, że będzie ciekawie. Na chwilę obecną moje życie się nie układa, ale o tym napiszę później.

Opublikowano Bez kategorii | Skomentuj